[Koalicja-l] Podręczniki do sądu

Marcin Wilkowski marcin w wilkowski.org
Nie, 2 Wrz 2012, 23:49:40 CEST


http://chetkowski.blog.polityka.pl/2012/08/28/podreczniki-do-sadu/

Dariusz Chętkowski

Wydawcy podręczników chcą pozwać MEN z powodu prac nad darmowym
e-podręcznikiem. Wiadomo, że przy ministerialnym projekcie pomogą
uczelnie, m. in. za przedmioty humanistyczne weźmie się Uniwersytet
Wrocławski, a za ścisłe Politechnika Łódzka. Wydawcy podręczników
obawiają się, że zostaną na lodzie i stracą fortunę. Jaki rodzic kupi
ich produkcję, gdy może mieć wszystko za darmo? Szykują więc pozew
przeciwko MEN, oskarżając je o wprowadzenie monopolu na podręczniki
(zob. info).

Trudno wyobrazić sobie, aby doszło do tego procesu. Oznaczałby on
zerwanie wieloletniej współpracy między wydawcami a publicznymi
instytucjami edukacyjnymi, takimi jak MEN, CKE czy OKE oraz paroma
pomniejszymi. Do tej pory zdarzało się, że pracownicy ministerstwa i
komisji egzaminacyjnych byli zatrudniani przez firmy produkujące
podręczniki i wszelkie pomoce edukacyjne. Wydawcy korzystali z nazwisk
i stanowisk, informując jawnie, że dana osoba jest szychą w jakiejś
instytucji edukacyjnej. To miało być gwarancją dobrej jakości i pełnej
zgodności z programem.

Urzędnicy sobie dorabiali do budżetowych pensyjek, rodzice płacili,
interes się kręcił. W razie czego zwalano winę na szkołę i
nauczycieli. Aż doszło do pewnej przesady. Wydawcy stali się tak
pazerni, a MEN im to ułatwiało z jakiegoś niezrozumiałego powodu, że
zamarł rynek podręczników używanych, a rodzice zostali zmuszeni do
kupowania wciąż nowych wydań, bo tylko takie są zgodne z wciąż nową i
jeszcze nowszą podstawą programową. Wydawcy nabijali sobie kasę,
bezkarnie podwyższali ceny, autorzy z MEN, CKE, OKE itd. mieli okazję
dorobić i chyba z chciwości zapomnieli, że została przekroczona
granica finansowych możliwości Polaków.

Coraz więcej ludzi nie stać na podręczniki, a gdy mowa o tłumie
wyborców, to sprawa zrobiła się polityczna. MEN nagle zmieniło front i
ogłosiło, że wyda darmowe e-podręczniki do wszystkich przedmiotów,
czyli założy wydawcom stryczek na szyję. Politycznie jest to decyzja
prima. Jeśli rządowi uda się coś takiego zrobić, zyska wielkie
poparcie wyborców udręczonych wielkimi kosztami edukacji dzieci.

Niestety, nie ma tak dobrze. Za MEN, jak za każdą instytucją, gdzie
uprawia się politykę, ciągnie się przeszłość. A co, jeśli wydawcy
naprawdę pójdą do sądu? Szans na wygraną nie mają żadnych, ale ile
mogą napsuć krwi? Przecież podczas sprawy w sądzie może zostać
wywleczonych tyle brudów, tyle tajemnic o wzajemnym wspieraniu się
pracowników instytucji oświatowych i wydawców, że wyborcom szczęka
opadnie i włos stanie dęba. A jak się okaże, że reformy oświaty były
tylko po to, aby doić ludzi z pieniędzy? Wtedy zamiast politycznych
korzyści z e-podręcznika będzie wielka klapa. Obawiam się, że MEN da
się wydawcom wystraszyć i żadnego darmowego e-podręcznika nie będzie.
Znowu po staremu ludzie będą płacić kupę pieniędzy i narzekać, że
winni są nauczyciele i szkoła. Po co więc ryzykować?

-- 
mw


Więcej informacji o liście koalicja-l